Fundacja Badamy Suplementy: większość z nas nie potrzebuje takich preparatów

Większość z nas nie potrzebuje preparatów złożonych dostarczających mnogości witamin, składników mineralnych i innych substancji biologicznie aktywnych – pod jednym warunkiem – że zadbamy o prawidłowe żywienie, nawodnienie i aktywność fizyczną. Polacy ślepo wierzą w moc suplementów, które – niestety – nie dadzą rady „zrobić tego za nich” – podkreśla Fundacja Badamy Suplementy.

Projekt ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia przewiduje uszczegółowienie zasad dotyczących prezentacji lub reklamy suplementów diety. Celem jest otrzymywanie przez konsumentów rzetelnych informacji niewprowadzających w błąd, co ma przełożyć się na dokonywanie świadomych i racjonalnych wyborów suplementów diety dostępnych na rynku. O ocenę tych zmian “Puls Medycyny” zapytał Fundację Badamy Suplementy, która w ramach swoich działań wykonuje analizy laboratoryjne najpopularniejszych suplementów diety oraz publikuje artykuły edukacyjne na ich temat.

Puls Medycyny: Czy projekt ma szansę spełnić to założenie? Czy może jest ono z gruntu błędne i rynek nie wymaga regulacji, a konsumenci już teraz dokonują świadomych wyborów?

Fundacja Badamy Suplementy: Świadomość konsumencka z pewnością nie jest jeszcze na odpowiednio wysokim poziomie w odniesieniu do suplementów diety. Wynika to, częściowo, z działań ich producentów i sprzedawców, którzy dotychczas niejednokrotnie wykorzystywali wizerunek reprezentanta zawodu medycznego w przekazach marketingowych. W ramach działań statutowych Fundacja Badamy Suplementy, analizując reklamy suplementów diety, niejednokrotnie spotykała się z jawnym przypisywaniem tym środkom spożywczym właściwości produktów leczniczych poprzez określanie ich stosowania mianem „terapii” lub jednoznaczne zestawienie suplementu z lekiem, a także określenie produktu będącego suplementem diety jako lek w formie dosłownej.

Czy projekt ma szanse spełnić pokładane w nim nadzieje? Żywimy nadzieję, że tak, jednak by tak się rzeczywiście stało, kontrola rynku suplementacyjnego powinna być istotnie uszczelniona – reakcje na zgłoszenia wpływające do GIS powinny być znacznie szybsze. Wiemy, z jakim natężeniem są łamane dotychczasowe, znacznie bardziej liberalne aniżeli w przedmiotowym projekcie ustawy, przepisy prawa. Pamiętajmy – przepisy to rzecz nadrzędna, jednak należy jeszcze zadbać o ich respektowalność. O ile ogromne firmy, znajdujące się „na świeczniku”, stanowiące potęgę suplementacyjną nie tylko w Polsce, ale i Europie, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zastosują się do zmieniających się przepisów, o tyle mniejsze marki, opierające się głównie o tzw. influencer marketing i funkcjonowanie przede wszystkim w social mediach, mogą się do nich nie stosować, podobnie jak ma to miejsce teraz (np. przypisywanie właściwości leczniczych suplementom diety, które obecnie również jest nadużyciem łamiącym prawo, a mimo tego jest spotykane). Pamiętajmy – to, że takie podmioty nie są potentatami, nie oznacza, że nie stanowią zagrożenia dla konsumentów.

„Powszechna dostępność suplementów diety oraz wszechobecny i intensywny proces reklamowy zachęcający do ich spożywania powodują, że są one zbyt chętnie nabywane przez konsumentów (zwłaszcza w obiegu pozaaptecznym). Nieuzasadnione i nieodpowiednie stosowanie tych produktów może powodować niekorzystne konsekwencje dla zdrowia ludzi” – napisano w Ocenie Skutków Regulacji projektu ustawy. Czy Fundacja zgadza się z tym stwierdzeniem?

Stosowanie każdej substancji bez wskazań, a przede wszystkim bez odpowiedniej kontroli spożycia, może nieść za sobą konsekwencje zdrowotne. Nawet gdy pomyślimy o witaminie C, związku o wysokim profilu bezpieczeństwa, stosunkowo łatwo eliminowanym z organizmu – spożywana w dużej dawce, przewlekle, może istotnie zwiększać ryzyko zdrowotne. Stąd bezrefleksyjne, często nieuzasadnione sięganie po suplementy diety stwarza zagrożenie. Tym większe, im mniejszą wiedzę posiada konsument. Wiedza żywieniowa Polaków nie stoi na najwyższym poziomie, podobnie jak nasze nawyki żywieniowe. Część z nas sądzi, że suplementacja pozwoli zachować zdrowie, sprawność i młodość niezależnie od innych czynników, w czym niejednokrotnie utwierdzają nas wątpliwie etycznie przekazy marketingowe. To błąd, który może kosztować nas wzrost ryzyka zdrowotnego.

Czyli to uzasadniony wniosek, że suplementy – przy prawidłowym żywieniu i stylu życia – są kompletnie zbędne? Jeśli tak, do kogo zatem powinny być kierowane ich reklamy?

Pamiętajmy, że suplementy diety to nie tylko (a wręcz stosunkowo rzadko) substancje odżywcze. Znajdujemy w nich substancje regulacyjne, a także inne wykazujące rozmaite efekty fizjologiczne. Prawidłowy sposób żywienia powinien, na ile to możliwe, dostarczać wszystkich składników niezbędnych w odpowiedniej ilości. Nie zawsze jest to możliwe, stąd pewne rekomendacje suplementacyjne – dotyczące witaminy D dla ogółu społeczeństwa czy folianów, witaminy D, DHA i jodu u ciężarnych. Uzupełnienie poszczególnych składników w przypadku niemożności dostarczenia odpowiedniej ich ilości wraz z dietą (np. witaminy B12 na diecie roślinnej) – to inna sprawa, wtedy suplementacja jest niezbędna. Podobnie stosowanie suplementów wspomagających poprawę formy sportowej u atletów (opartych o przebadane naukowo substancje) to często istotny i przydatny element pracy nad wynikami.

Większość z nas nie potrzebuje jednak preparatów złożonych, dostarczających mnogości witamin, składników mineralnych i innych substancji biologicznie aktywnych – pod jednym warunkiem – że zadbamy o prawidłowe żywienie, nawodnienie i aktywność fizyczną. To natomiast niestety nie jest najmocniejsza strona Polaków. W efekcie ślepo wierzą w moc suplementów, które – niestety – nie dadzą rady „zrobić tego za nich”.

W projekcie zaproponowano przepis dotyczący obowiązkowego zamieszczania komunikatu podczas prezentacji lub reklamy suplementu diety, tj. „Suplement diety jest środkiem spożywczym, którego celem jest uzupełnienie normalnej diety. Suplement diety nie ma właściwości leczniczych.”. Taki przekaz jest potrzebny?

Wydaje się, że tak, ponieważ społeczeństwo zbyt często uznaje suplementy diety za równe z produktami leczniczymi. Czy jednak ten komunikat to zmieni? Na opakowaniach i w przekazach marketingowych wciąż napotykamy informacje, jakoby suplement diety nie mógł stanowić substytutu zdrowego stylu życia – czy zmienia to podejście społeczne?

Na poprawę świadomości potrzeba lat, jednak małymi krokami zmierzamy ku lepszemu. Akcje edukacyjne, próby odgórnego propagowania aktywności fizycznej, zmiany prawne – liczymy, że da to wymierne rezultaty. Potrzeba jednak czasu i intensyfikacji działań – nie tylko „zakazów” kierowanych w stronę suplementów diety, ale podobnego traktowania „leków” homeopatycznych, wzmożenia edukacji żywieniowej związanej z aktywnością fizyczną i mniej chętnego zalecania „jakichś witaminek” bez wskazań przez przedstawicieli zawodów medycznych.

Przepisy projektowanej ustawy przewidują możliwość stosowania w oznakowaniu, prezentacji lub reklamie suplementów diety dobrowolnego znaku potwierdzającego jakość i bezpieczeństwo produktu na podstawie analizy jego składu. Co istotne, umieszczenie znaku graficznego byłoby możliwe po przeprowadzeniu badań laboratoryjnych oraz uzyskaniu opinii jednostki naukowej. Czy nie powinno być to jednak obligatoryjne – w sensie badania składu przez niezależne laboratoria?

Byłoby to rozwiązanie, z naszej perspektywy, najlepsze dla konsumenta, pod jednym warunkiem, o którym wspomnieliśmy wcześniej – że przestrzeganie przepisów będzie znacznie bardziej kontrolowane. Wciąż natrafiamy na produkty sprzedawane w różnych punktach, a nie zgłoszone nawet do GIS, wciąż na rynku znajdują się suplementy z zabronionymi substancjami w składzie, wciąż możemy zakupić produkty z dawkami przekraczającymi poziomy dopuszczalne w suplementach.

Powyższy zapis może dać pewną możliwość uwiarygodnienia jakości produktu, co oczywiście może wesprzeć konsumenta w wyborze. Czy jednak będzie wiązało się z poprawą jakości produktów wprowadzanych na rynek? By mieć taką pewność, suplementy musiałyby być poddawane regularnym, niezależnym kontrolom składu, a nie wyłącznie jego kontroli przy wprowadzaniu na rynek. Choć to oczywiście krok w dobrym kierunku. Należy zaznaczyć, że Fundacja Badamy Suplementy regularnie przeprowadza badania laboratoryjne suplementów diety, które są sprzedawane na naszym rynku. Wyniki są ogólnodostępne i każdy z konsumentów może się z nimi zapoznać chociażby na naszej stronie badamysuplementy.pl.

W projekcie ustawy przewiduje się odseparowanie produktów leczniczych i suplementów diety oferowanych w aptekach, punktach aptecznych czy też placówkach obrotu pozaaptecznego. Czy takie różnicowanie jest potrzebne?

Trudno jednoznacznie stwierdzić. Z jednej strony apteka jest miejscem, które w naturalny sposób kojarzy nam się z lekami i „stawianie obok nich” suplementów diety, które przyjmują tę samą formę, tj. tabletek bądź kapsułek, rodzi wątpliwości, w jaki sposób odbierze taką prezentację produktów konsument.

Często możemy również spotkać się z przypadkami, kiedy lek i suplement oferują tę samą substancję w tożsamej dawce lub, co również jest spotykane, będzie charakteryzował je bliźniaczy skład. Takie produkty pojawiają się na rynku – jedne rejestrowane są jako leki, inne jako suplementy diety. Owszem, suplement diety nie leczy, jednak czy witamina D w formie leku w takiej samej dawce będzie „leczyć bardziej” aniżeli suplement? Należy jeszcze raz podkreślić, że suplementy diety podlegają pod przepisy prawa żywnościowego, tym samym są poddawane zupełnie innej kontroli niż leki podlegające pod prawo farmaceutyczne.

W projekcie proponuje się wprowadzenie zakazu wykorzystywania w reklamach suplementów wizerunku autorytetów i ekspertów w dziedzinie nauk medycznych i nauk o zdrowiu, w tym przede wszystkim osób wykonujących zawody medyczne i przedmiotów mogących budzić skojarzenia z wykonywaniem tych zawodów, np. stetoskopu, aparatu do mierzenia ciśnienia, łóżka, sprzętu do ćwiczeń fizjoterapeutycznych, wagi, taśmy antropometrycznej). Będzie też zakaz prezentacji konkretnych czynności, w tym badań, wypisywania recept, sprzedaży w aptece lub punkcie aptecznym. Ponadto reklama suplementów nie będzie mogła być kierowana do małoletnich do 12 roku życia. Czy to właściwe zmiany?

Tu po raz kolejny trudno opowiedzieć się wyłącznie po jednej ze stron. Owszem, nawet podprogowe przypisywanie suplementom działalności leczniczej (np. poprzez pojawianie się w kadrze białego fartucha, stetoskopu etc.) można uznać za nieodpowiednie i tego być nie powinno. Czy jednak zakaz wykorzystywania tytułów naukowych z zakresu nauk o zdrowiu i nauk medycznych jest konieczny? Czy dietetyk rekomendujący suplementację kwasu foliowego u ciężarnych to coś niepoprawnego? Tożsamą sytuacją jest atleta reklamujący kreatynę, w czym nikt nie widzi niczego dziwnego.

Z pewnością mocnym ograniczeniom powinna ulec treść przekazów marketingowych. Zakazowi powinno podlegać sugerowanie konsumentowi, ze stosowanie suplementu oddali widmo zaburzeń metabolicznych i innych schorzeń niezależnie od jego stylu życia – to karygodne przekazy, z którymi spotykamy się na co dzień.

źródło: pulsmedycyny.pl