Prof. Niżankowski o powodach swojego zwolnienia. „Ministerstwo Zdrowia mija się z prawdą”

Żaden paragraf przepisów nie daje ministrowi prawa karać przewodniczącego za to, że Rada pod jego przewodnictwem przyjęła stanowisko, z którym minister się nie zgadza – mówi odwołany z funkcji przewodniczącego Rady Przejrzystości AOTMiT, prof. Rafał Niżankowski. Dziś publikujemy pierwszą część wywiadu z profesorem.

Prof. Rafał Niżankowski został odwołany przez ministra zdrowia z funkcji przewodniczącego Rady Przejrzystości Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT)
Jak poinformowało Ministerstwo Zdrowia w mediach społecznościowych, powodem dymisji była „błędna opinia Rady oparta na błędnych danych, Rada wydała opinię nie na temat”
Jak mówi nam prof. Niżankowski oficjalny powód jego odwołania podawany przez resort zdrowia jest nieprawdziwy, a stanowisko wydane przez Radę „dotyczyło testów combo: na COVID-19, grypę A/B i RSV”
Prof. Niżankowski o powodach swojego odwołania

Luiza Jakubiak, Rynek Zdrowia: Ministerstwo Zdrowia odnosząc się do Pana dymisji z funkcji przewodniczącego Rady Przejrzystości AOTMiT przekazało w mediach społecznościowych, że „prof. Niżankowski nie został odwołany za różnicę zdań z ministrem, ale za to, że na podstawie jego błędnej opinii opartej na błędnych danych, Rada wydała opinię nie na temat. Rada oceniła inne testy niż wskazane we wniosku. Opinia Rady dotyczy testów na RSV, a nie testów combo. Dane, z których korzystała, pochodzą z 2018 roku. Zgodnie ze wskazaniami URPL, testy combo mają skuteczność > 90 procent”. Jak odniesie się pan do tych zarzutów?

Rafał Niżankowski: Twitter mówi nieprawdę. Stanowisko dotyczyło testów combo: na COVID-19, grypę A/B i RSV. W uzasadnieniu naszego negatywnego stanowiska przytaczaliśmy opinie kilku poważnych organizacji, jak Center for Diseases Control (CDC) z Atlanty czy Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC). Są w nich również zalecenia dotyczące RSV.

To ekstremalnie pilne zlecenie ministra zdrowia dotarło do Agencji bardzo późno, bo w środę 28 grudnia. Minister zlecił przygotowanie rekomendacji odnośnie „wprowadzenia testu wykonywanego w związku ze wzrostem zachorowań na infekcje dróg oddechowych o etiologii wirusowej przy udzielaniu świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej”. Zlecenie było zatem ogólne odnośnie testów zwanych combo. Z reguły zlecenia ministra dotyczą konkretnego produktu rynkowego i zawierają informacje, kto jest tzw. podmiotem odpowiedzialnym. W tym przypadku opiniowaliśmy wniosek dotyczący finansowania ze środków publicznych testów kilku patogenów wirusowych jednocześnie.

Analitycy mieli dwa dni na przeprowadzenie przeglądu literatury światowej, podczas gdy normalnie taka praca trwa szereg tygodni, a nawet miesięcy. Byli w stanie zebrać niepełne, fragmentaryczne informacje. Szukali przede wszystkim publikacji naukowych i wytycznych renomowanych instytucji eksperckich wskazujących czy testy combo są gdziekolwiek polecane jako sensowne rozwiązanie.

Posiedzenie Rady odbyło się 2 stycznia, dzień po Nowym Roku. W materiałach analityków nie było dowodów naukowych na skuteczność testów. Co więcej, kiedy zapytaliśmy, jaka może być ich czułość i swoistość, nie byli w stanie odpowiedzieć precyzyjnie w oparciu o przeglądniętą literaturę. Posiadaliśmy informacje z niemieckiego Instytutu Roberta Kocha, iż czułość testów immunoenzymatycznych waha się w granicach 50-90 procent. 50 procent trafności wyniku uzyskuje się przy losowym rzucaniu monetą. Taki test jest całkowicie niewiarygodny.

Na końcu stanowiska Rada zwróciła uwagę, iż swoje stanowisko formułuje „w oparciu o niekompletne materiały analityczne, z uwagi na skrajnie krótki termin ich opracowania”.
Resort zdrowia wskazuje, że opinia Rady dotyczy danych o testach na RSV, które pochodzą z 2018 roku.

Stanowisko Rady bardzo wyraźnie dotyczy testów combo. Te testy wykrywają też wirusy RS. Zatem część wyjaśnienia odnosi się do infekcji tym wirusem. Ale nie jest prawdą, iż analizowaliśmy dane jedynie dla RSV.

A jednak został pan zwolniony.

Oczywiście to nie jest racjonalny powód. To znaczy, normalnie w żadnym wypadku nie powinien być powodem. Rada ma zadanie przedstawiać stanowisko oparte na przesłankach naukowych. To jest jej zadanie ustawowe. Żaden paragraf przepisów nie daje ministrowi prawa karać przewodniczącego za to, że Rada pod jego przewodnictwem przyjęła stanowisko, z którym minister się nie zgadza.

Dodatkowo Rada to ciało kadencyjne. A zatem, aby odwołać członka w trakcie kadencji trzeba mieć bardzo mocne uzasadnienie. W moim odwołaniu nie ma żadnego uzasadnienia. Nie mam poczucia, aby Rada kiedykolwiek przyjmowała jakiekolwiek stanowisko wbrew ministrowi.Na dodatek forma mojego odwołania przywołuje najgorsze czasy. Jeżeli minister miał do mnie jakieś pretensje, to mógł mnie wezwać na rozmowę, żeby to przedyskutować. Bał mi się spojrzeć w oczy? Postąpił tak samo, jak kiedyś SLD-owski minister Łapiński, który odwołał mnie faxem.
„Ja to widzę tak, że pan minister jest przekonany o swojej nieomylności”

To nie było między panami żadnej rozmowy? Jak dowiedział się Pan o dymisji?

Nie było żadnej rozmowy o stanowisku Rady odnośnie testów. 5 stycznia dostałem e-mail z Departamentu Nadzoru i Kontroli. W załączniku było pismo podpisane elektroniczne przez pana ministra, że mnie zwalnia z Rady Przejrzystości. Bez uzasadnienia.

Tak samo było w przypadku pozbawienia Pana funkcji przewodniczącego Rady Akredytacyjnej?

Tak, tego samego dnia dostałem e-mailem pismo pana ministra odwołujące mnie z Rady Akredytacyjnej. Tylko tam przynajmniej podano powód. Zarzucono mi, że przedstawiam ministrowi rekomendacje dotyczące akredytowania niezgodne z ustawą o akredytacji. Tymczasem przedstawiam rekomendacje Rady jako prowadzący obrady, a nie swoje osobiste.Ponadto były one zgodne z wnioskami podmiotów ubiegających się o akredytację. Wicedyrektor departamentu ministerstwa uważał, iż powinniśmy wymuszać na podmiotach, aby inaczej wnioskowały, ale takich uprawnień Radzie nie daje ustawa.

To dlaczego, Pana zdaniem, doszło do dymisji?

Ja to widzę tak, że pan minister jest przekonany o swojej nieomylności, a ja podpisałem się pod stanowiskiem, które jest niezgodne z jego poglądem. To wygląda trochę tak, jakbym był posłańcem, przynoszącym złą wiadomość, że testy, na które pan i władca postanowił wydać 200 milionów mają kiepską dokumentację. Pomyślał – przecież mam wyłączną prerogatywę i mogę skazać tego paskudnego posłańca za to, że te testy są kiepskie, bo tak mi się podoba. Jestem ministrem i basta.

Prof. Rafał Niżankowski, b. dyrektor departamentu nauki w Ministerstwie Zdrowia i Opieki Społecznej, b. wiceminister zdrowia, b. konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego, współtwórca m.in. Towarzystwa Promocji Jakości Opieki Zdrowotnej w Polsce, Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

źródło: rynek zdrowia.pl