Medycy do ministra zdrowia: „Nie godzimy się na monolog władzy”.

Nie godzimy się na monolog władzy; Nie ma medyków, nie ma leczenia; Jeśli mamy frustracje, to wyłącznie z tytułu lekceważenia pracowników ochrony zdrowia – to tylko niektóre mocne słowa pod adresem rządu i resortu zdrowia jakie padły na konferencji prasowej Komitetu Protestacyjno-Strajkowego Ochrony Zdrowia, którą medycy zorganizowali w czwartek, 9 września, w Karpaczu. onferencja prasowa Komitetu Protestacyjno-Strajkowego Ochrony Zdrowia miała miejsce w czwartek 9 września w Karpaczu
Czy wszyscy musimy odejść z pracy, żeby się politycy zrozumieli? – pytała retorycznie Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP
Spotkanie z mediami zorganizowano w odpowiedzi na pojawiające się w ostatnich dniach komunikaty ze strony resortu zdrowia
Jednym z postulatów – o którym przypomnieli medycy – jest natychmiastowa zmiana ustawy o minimalnych wynagrodzeniach.

W konferencji prasowej zorganizowanej przed protestem medyków (manifestacja odbędzie się w Warszawie 11 września) wzięli udział: Krystyna Ptok (Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych), Artur Drobniak (Naczelna Izba Lekarska), Maciej Krawczyk
(Krajowa Izba Fizjoterapeutów) oraz Wojciech Szaraniec (Porozumienie Rezydentów).
Medycy do ministra zdrowia: „Nie godzimy się na jednostronny dialog”Krystyna Ptok przewodnicząca OZZPiP stwierdziła, że minister zdrowia deklaruje prowadzenie rozmów z zawodami medycznymi, ale to nie jest całkowita prawda.

– My stanowimy reprezentatywną organizację. Dialog z nami odbywa się na warunkach rządzących. Zwracaliśmy uwagę na sytuację, na to że zabraknie pieniędzy dla osób będących na kontraktach i umowach zlecenie. Jest to monolog władzy, oczekującego na przyjęcie warunków, na które się nie godzimy – podkreśliła.

– Zrezygnowaliśmy z udziału w trójstronnym zespole, bo nie godzimy się na jednostronny dialog. Ustawa o najniższych wynagrodzeniach jest złym aktem prawnym – dodała przewodnicząca.

Ptok przypomniała, że medycy wielokrotnie apelowali o spotkanie z premierem oraz prezydentem. Bezskutecznie.

Dodała natomiast, że w czwartek, 9 września, na krótko przed konferencją prasową, minister zdrowia zaprosił Komitet – za pośrednictwem wiadomości SMS – na spotkanie. Ma się odbyć jeszcze dzisiaj (9 września).

– Czy wszyscy musimy odejść z pracy, żeby rządzący zrozumieli, że nie wystarczy dosypywać do systemu ochrony zdrowia pieniędzy? – zapytała retorycznie Ptok.
Czego żądają medycy?

Głos zabrał także Maciej Krawczyk z Krajowej Izby Fizjoterapeutów, który przedstawił najważniejsze postulaty medyków:

żądamy zmiany ustawy o minimalnych wynagrodzeniach, bo podzieliła społeczeństwo medyków
żądamy zrównania wynagrodzeń do średnich europejskich, co znacznie poprawi warunki pracy.

Z kolei przewodniczący Porozumienia Rezydentów Wojciech Szaraniec podkreślił, że Polska od wielu lat znajduje się na szarym końcu, jeśli chodzi o dofinansowanie ochrony zdrowia.

– W ciągu ostatniej dekady wzrost nakładów na ochronę zdrowia wyniósł tylko o 12 proc. W tym samym czasie, inflacja wynosiła 18 proc, czyli jesteśmy na minusie. Tak nie może być, bo służba zdrowia jest niedofinansowana. Ten 1 mld 200 mln złotych to jednorazowa zapomoga i nie rozwiązuje całego problemu. Wzrost wynagrodzeń musi być w tym momencie, ponieważ widzimy dramat, jaki się tutaj rozgrywa – dodał Szaraniec.

Przypomniał także, że podczas wizyty, lekarze tracą około 50-80 proc. czasu na „papierologię”, przez co tracą cenne minuty na wysłuchanie pacjenta i jego problemów. „My chcemy leczyć. Stop biurokracji” – dodał przewodniczący Rezydentów.”Nie ma medyków, nie ma leczenia”

„Nie ma medyków, nie ma leczenia” – podsumował Maciej Krawczyk.

Przypomniał, że jeśli w systemie ochrony zdrowia będzie więcej kadr medycznych, wówczas pacjenci będą mieli lepszej jakości usługi.

– Przyjechaliśmy nie dla siebie, ale dla pacjentów leczonych w systemie opieki refundowanej. […] Zwracam się do pacjentów: cierpimy razem z wami. W naszym kierunku kierujecie pretensje, ale to nie my, ale to politycy organizują system opieki zdrowotnej w Polsce. Niestety, opieka medyczna w Polsce kona – dodał na koniec Artur Drobniak (NIL).

źródło: rynek zdrowia.pl

Dr Grzesiowski o strategii rządu: to działanie zagrażające zdrowiu publicznemu.

Ekspert ds. COVID-19 Naczelnej Izby Lekarskiej krytykuje działanie rządu względem protestujących medyków. – Ignorowanie postulatów środowiska, eskalacja napięć, to u progu fali pandemicznej działanie zagrażające zdrowiu publicznemu – ocenia dr Paweł Grzesiowski.

Konflikt między medykami a rządem i Ministerstwem Zdrowia zaostrza się. Trwa wymiana „ciosów” za pośrednictwem mediów społecznościowych. Obie strony zapraszają się też na spotkania
Na razie jednak na porozumienie się nie zanosi. Protestują ratownicy, a coraz więcej karetek pozostaje bez obsady. Natomiast w sobotę, 11 września odbędzie się protest pracowników ochrony zdrowia w Warszawie
Dr Paweł Grzesiowski, ekspert ds. COVID-19 Naczelnej Izby Lekarskiej w ostrych słowach krytykuje przyjętą przez rząd strategię. Zarzuca politykom, że ich działania zagrażają zdrowiu publicznemu
Grzesiowski o działaniach rządu względem medyków: zagrażają zdrowiu publicznemu

Ekspert ds. COVID-19 Naczelnej Izby Lekarskiej krytykuje działanie rządu względem protestujących medyków. Podkreśla, że eskalowanie napięć u progu czwartej fali pandemii to działanie nie tylko nieodpowiedzialne, ale również niebezpieczne.- Ignorowanie postulatów środowiska medycznego, eskalacja napięć wśród medyków to działanie nieodpowiedzialne, ale teraz u progu fali pandemicznej to działanie zagrażające zdrowiu publicznemu – skomentował dr Paweł Grzesiowski na Twitterze. – Oczekujemy pilnych działań, abyśmy mogli zająć się pacjentami – dodał.Protest medyków 11 września w Warszawie

– Jakość w miejsce bylejakości – to hasło przewodnie strajku pracowników ochrony zdrowia, który zaplanowano 11 września w Warszawie.

Ma to być jedna z największych demonstracji medyków, w której – według wstępnych szacunków organizatorów – może wziąć udział nawet kilkanaście tysięcy osób.

Na ulice wyjdą m.in. lekarze, pielęgniarki, ratownicy, anestezjolodzy, diagności, fizjoterapeuci. Wielu z nich przyjedzie do stolicy z całej Polski. Domagają się pilnego spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim, ale także realizacji pięciu kluczowych postulatów.Pięć postulatów pracowników ochrony zdrowia:

znacznie szybszy niż planowany wzrost nakładów na system opieki zdrowotnej do wysokości nie 7%, ale 8% PKB (jak w krajach sąsiednich, średnia OECD na 2018 rok wynosi 8.8% PKB)
zwiększenie wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia do poziomów średnich w OECD i UE względem średniej krajowej, celem zahamowania emigracji zewnętrznej (zagranicznej) i wewnętrznej (do sektora prywatnego) pracowników opieki zdrowotnej
zwiększenie liczby finansowanych świadczeń dla pacjentów oraz poprawa dostępności pacjenta do świadczeń
podwyższenie jakości świadczeń dla pacjentów – jesteśmy krajem UE a nie WNP, potrzebna jest opieka lekarska, pielęgniarska, ale też fizjoterapeutyczna, rehabilitacyjna i farmaceutyczna oraz dostęp do nowoczesnych form diagnostyki laboratoryjnej i obrazowej
zwiększenie liczby pracowników pracujących w systemie ochrony zdrowia do poziomów średnich w krajach OECD i UE, szczególnie w sytuacji starzenia się społeczeństwa i zwiększania się zapotrzebowania na świadczenia opieki zdrowotnej
Dodajmy, że Ogólnopolski Komitet Protestacyjno-Strajkowy powołano już 2 sierpnia.

W skład Komitetu wchodzą m.in. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy oraz Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Diagnostyki Medycznej i Fizjoterapii. Ponadto są tu również przedstawiciele Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Techników Medycznych Radioterapii, Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Bloku Operacyjnego Anestezjologii i Intensywnej Terapii, Związku Zawodowego Pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Publicznej,Naczelnej Izby Lekarskiej, Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, Krajowej Izby Fizjoterapeutów, Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych oraz Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Niedługo później do Komitetu dołączyły również Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Ratownictwa Medycznego, Polskie Towarzystwo Ratowników Medycznych, a także Ogólnopolski Związek Zawodowy Techników Medycznych Elektroradiologii.

źródło: rynek zdrowia.pl

Nowy show antyszczepionkowców w Sejmie. Ministerstwo Zdrowia zwala winę na marszałka.

Ministerstwo Zdrowia jest bezradne wobec zwoływanych w Sejmie posiedzeń parlamentarnych zespołów, na których antyszczepionkowi pseudoeksperci propagują fałszywe informacje o szczepieniach przeciwko COVID-19. Resort zrzuca winę na marszałka i prezydium Sejmu. Ostatnio w Sejmie padły hasła o toksycznym białku kolca oraz tlenku grafenu w szczepionkach. Nie było nikogo, kto by temu zaprzeczył.Gdy minister zdrowia Adam Niedzielski przygotowywał swój list do dyrektorów szkół, pedagogów, rodziców i uczniów, zachęcając do szczepień przeciwko COVID-19, antyszczepionkowcy radzili w Sejmie, jak powstrzymać całą akcję. Kilka dni temu Sejm opublikował relację z posiedzenia „parlamentarnego zespołu ds. bezpieczeństwa szczepień ochronnych dzieci i dorosłych”. Wyszło na jaw, ile bzdur padło z ust pseudoekspertów.

„Pytaliśmy i prosiliśmy Ministerstwo Zdrowia o udostępnienie ampułek, by móc przebadać preparat szczepionkowy w niezależnym laboratorium w Polsce. Z dokumentów naukowych wiadomo w tej chwili, że zawiera toksyczne produkty (…), toksyczne białko kolca, które wywołuje wiele różnych działań w całym organizmie. Ostatnio są także doniesienia naukowców hiszpańskich, że jest tlenek grafenu. Odmówiono nam” – oświadczyła w Sejmie dr Dorota Sienkiewicz, która reprezentowała stowarzyszenie „niezależnych lekarzy i naukowców”.Wystąpiła tam także m.in Justyna Socha, liderka antyszczepionkowej grupy „STOP NOP”. Odczytała z telefonu wiadomości mające pochodzić od osób, które obwiniają rządzących za śmierć po szczepieniu swoich bliskich oraz znajomych.Prowadzący obrady sejmowego zespołu poseł Grzegorz Braun podsumował, że po takich relacjach i świadectwach należy składać doniesienia do prokuratury na temat „przestępczych przygotowań” do akcji szczepień w szkołach. Bzdury w Sejmie. W szczepionkach na COVID-19 nie ma grafenu

Twierdzenie o „toksycznym białku kolca” nie ma poparcia w rzeczywistości. Już w połowie czerwca kilkoro naukowców cytowanych przez redakcje PolitiFact i Associated Press zaprzeczyło twierdzeniom autora tej teorii – immunologa z Kanady. Do sprawy tego fake newsa szczegółowo odniósł się m.in. polski serwis Demagog.org.

W szczepionkach przeciwko COVID-19 nie ma tlenku grafenu – wynika z ustaleń serwisów AFP, Forbes, PAP, sprawdzających fakty wokół szczepień i epidemii. Wspomniany przez Dorotę Sienkiewicz motyw „hiszpańskich naukowców” opiera się na doniesieniach pracownika uniwersytetu w Almerii, od którego odcięły się już władze samej uczelni.
d2rixce

Dodajmy, że ten sam los, co hiszpańskiego naukowca, spotkał samą dr Dorotę Sienkiewicz. Jej macierzysta uczelnia Uniwersytet Medyczny w Białymstoku odcięła się od lekarki już trzy lata temu. Sienkiewicz straszyła wtedy w Sejmie, że szczepionki dla dzieci zawierają aluminium.Ministerstwo Zdrowia: Nie możemy ingerować

To już drugi zespół sejmowy, który straszy szczepieniami przeciwko COVID-19. W lipcu opisywaliśmy, jak na posiedzeniu zespołu ds. sanitaryzmu Rzecznik Praw Dziecka zabłysnął bzdurą o tym, że szczepienia dzieci to eksperyment medyczny.Tym razem zabrakło prof. Horbana czy kogoś innego, kto zaprzeczyłby głoszonym hasłom. Wirtualna Polska zapytała Ministerstwo Zdrowia, czy zamierza zareagować na popisy antyszczepionkowców w Sejmie i czy na parlamentarne spotkania wyśle ekspertów, którzy na miejscu dementowaliby fałszywe teorie.Posiedzenia sejmowych zespołów stają się później pożywką dla antyszczepionkowych serwisów. Aktualnie antyszczepionkowcy kolportują własny apel o zaprzestanie „dywanowych szczepień” i „eksperymentów na dzieciach”. „To posiedzenie odbywa się w Sejmie! Jest jawne i transmitowane. Wszystko, co tu mówimy, powinno być traktowane jako forma publicznego zawiadomienia o przestępstwie” – grzmiał przez mikrofon Grzegorz Braun.

– Zespoły parlamentarne tworzą się wewnątrz parlamentu, za zgodą marszałka czy prezydium Sejmu i Senatu. Ministerstwo Zdrowia nie może ingerować zarówno w skład jak i tematykę, zakres omawianych spraw – odpowiada WP resort zdrowia. – Obce nam są poglądy prezentowane na wskazanym forum – podkreślili urzędnicy.Reakcji na działania rozzuchwalonych antyszczepionkowców oczekiwali między innymi lekarze, jak prof. Krzysztof J. Filipiak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, czy dr Joanna Szeląg, specjalista medycyny rodzinnej, ekspert Porozumienia Zielonogórskiego. Ich zdaniem to siła plotek i fake newsów ma udział w słabym wyniku akcji szczepień w kraju. Polska spadła właśnie na 24. miejsce europejskiego zestawienia tempa szczepień, prowadzonego przez ECDC.- To tragedia, że wydajemy na promocję szczepień miliony złotych, a jednocześnie tolerowane jest, że pseudoeksperci antyszczepionkowi wchodzą sobie do Sejmu i organizują tam show. Takim spotkaniom powinni towarzyszyć naukowcy, którzy dementowaliby fałszywe informacje na miejscu – mówi WP Łukasz Pietrzak, farmaceuta z Warszawy, który prowadzi punkt szczepień.

W podobnym tonie wypowiada się Marcel Kiełtyka z tropiącego fake newsy portalu Demagog. – Doszliśmy do momentu, w którym powstaje zamknięty, samowystarczalny obieg informacji w konkretnych bańkach, gdzie każdy może znaleźć taką prawdę, jaka najbardziej mu pasuje. Każdy może mieć swoje media, naukowców, prawników czy nawet parlamentarzystów, którzy dla swojego interesu politycznego podsycają skrajne nastroje oraz legitymizują teorie spiskowe i fałszywe informacje – komentuje Kiełtyka.

Podkreśla, że twierdzenia Grzegorza Brauna, Justyny Sochy i przedstawicieli „niezależnych lekarzy i naukowców” były już weryfikowane jako fałszywe.

– Pytanie, które powinniśmy sobie postawić, to gdzie leży granica wolności słowa oraz cenzury. Czy takie osoby powinny w ogóle zabierać głos na komisjach sejmowych, głosząc szkodliwe i nieprawdziwe teorie? – podsumowuje.

źródło: wp.pl

Andrzej Duda zajął stanowisko ws. obowiązku szczepień przeciwko Covid-19. Co o tym sądzi prezydent?

Prezydent Andrzej Duda za pośrednictwem Twittera przekazał swoje stanowisko w sprawie obowiązku szczepień. Jest jego przeciwnikiem.
Kancelaria Prezydenta przekazała na Twitterze stanowisko Andrzeja Dudy ws. szczepień przeciwko COVID-19
Jestem przeciwnikiem obowiązku szczepienia – czytamy we wpisie w mediach społecznościowych
Zdaniem prezydenta każdy rodzic powinien zdecydować czy ich dziecko powinno zostać poddane szczepieniu

Prezydent dosadnie o szczepieniach

Kwestie dotyczące obowiązku szczepień przeciw COVID-19 są od wielu tygodni tematem często poruszanym w mediach i nie tylko. Eksperci powołując się na liczne badania podkreślają, że bardzo istotne jest wprowadzenie takiego obowiązku dla niektórych grup społecznych.

Teraz w sprawie szczepień głos zabrał także prezydent Andrzej Duda. Za pośrednictwem Twittera, Kancelaria Prezydenta przekazała stanowisko polskiej głowy państwa. Jak się okazuje, jest on przeciwny obowiązkowi szczepień, ale jednocześnie podkreśla rolę państwa w kontekście zapewnienia każdemu obywatelowi możliwości zaszczepienia.

– Jestem przeciwnikiem obowiązku szczepienia. Uważam, że to kwestia odpowiedzialności i rodzic sam powinien zdecydować czy poddać swoje dziecko szczepieniu. Jednak obowiązkiem państwa jest zapewnienie, aby każdy miał możliwość zaszczepienia się – czytamy we wpisie.
Szczepienia w szkołach. Program rusza we wrześniu

Przypomnijmy. Podczas konferencji prasowej 27 sierpnia, minister Adam Niedzielski poinformował, że już we wrześniu ruszy program szczepień uczniów w wieku 12-17 lat.

– Szczepienia uczniów w szkołach zaczną się w 3. tygodniu września – zapowiedział.

– Mimo, że w powszechnym systemie kwalifikacji do szczepień może dokonać także pielęgniarka, zdecydowaliśmy, że – ze względu na konieczność zwiększonego bezpieczeństwa – każde z dzieci będzie kwalifikowane (do szczepień w szkołach) przez lekarza – zaznaczył szef resortu zdrowia.

Jeżeli zaś chodzi o wprowadzenie obowiązku szczepień przeciwko COVID-19, Niedzielski w połowie sierpnia wskazywał, że tego nie wyklucza, ale przede wszystkim brane jest pod uwagę stosowanie „miękkich rozwiązań”. – Zanim więc dojdzie do dyskusji o obowiązku, musimy mieć poczucie, że wykorzystaliśmy cały arsenał innych środków – podkreślił minister.

źródło: rynek zdrowia.pl

Instytut Roberta Kocha ogłosił początek czwartej fali pandemii koronawirusa w Niemczech.

Podczas gdy Polska przygotowuje się do nadejścia czwartej fali pandemii COVID-19, w Niemczech już ją ogłoszono. Odsetek pozytywnych wyników testów PCR przeprowadzonych w ciągu tygodnia do połowy sierpnia wzrósł z 4 do 6 procent.
Instytut Roberta Kocha ogłosił rozpoczęcie czwartej fali pandemii COVID-19 w Niemczech Przesłanką były niepokojące wyniki około pół miliona testów z 200 laboratoriów
Wskazano, że część osób, u których stwierdzono koronawirusa, zakaziła się w trakcie pobytu za granicą, na przykład na Bałkanach, w Turcji albo w Hiszpanii. Analiza wyników dowodzi również, że zakażają się przede wszystkim młodsze osoby
Niemiecka Stała Komisja ds. Szczepień zaleciła także szczepienia nastolatków w wieku od 12 lat. Według organizacji lekarzy pediatrów od tego czasu zainteresowanie szczepieniami dzieci i młodzieży widocznie wzrosło

Instytut Roberta Kocha (RKI) uznał ten wynik za na tyle niepokojący, że ogłosił rozpoczęcie czwartej fali pandemii COVID-19 w Niemczech. Podstawą do sporządzenia wyliczeń były wyniki około pół miliona testów z 200 laboratoriów. Analiza wyników wskazuje również, że zakażają się przede wszystkim młodsze osoby.

Najnowszy tygodniowy raport niemieckiego Instytutu Roberta Kocha oficjalnie potwierdza to, czego obawiano się w RFN od tygodni: zaczęła się kolejna, czwarta fala pandemii koronawirusa. Np. w piątek (20 sierpnia) RKI podał, że w ciągu minionej doby odnotowano 9280 nowych przypadków koronawirusa oraz 13 zgonów w związku z COVID-19. „Tym samym widać wyraźnie początek czwartej fali, która narasta w szczególności przez infekcje wśród młodych dorosłych” – potwierdzono w raporcie, na który powołuje się portal dw.com.Niemcy wracają z wakacji

Wskazano też, że część osób, u których stwierdzono koronawirusa, zakaziła się w trakcie pobytu za granicą, na przykład na Bałkanach, w Turcji albo w Hiszpanii. A trzeba dodać, że tego lata dominuje bardziej zakaźny wariant Delta koronawirusa, który powoduje do 99 procent nowych infekcji.

RKI ocenia, że zagrożenie zdrowia osób, które jeszcze nie są zaszczepione na COVID-19 albo przyjęły tylko jedną dawkę szczepionki, nadal jest wysokie. Dla osób w pełni zaszczepionych ryzyko to jest umiarkowane – uważa Instytut.

Eksperci zauważają też, że już od początku lipca wzrastał wskaźnik zapadalności w Niemczech, obrazujący średnią liczbę nowych infekcji na 100 tysięcy mieszkańców w ciągu siedmiu dni. Dotyczyło to przede wszystkim osób z grup wiekowych od 10 do 49 lat. Podobny wzrost w tych grupach zaobserwowano także latem 2020 roku, ale miał miejsce pięć tygodni później niż w tym roku, czyli pod koniec września i na początku października. Wówczas nie było jeszcze szczepień na COVID-19.Niemcy wracają z wakacji

Wskazano też, że część osób, u których stwierdzono koronawirusa, zakaziła się w trakcie pobytu za granicą, na przykład na Bałkanach, w Turcji albo w Hiszpanii. A trzeba dodać, że tego lata dominuje bardziej zakaźny wariant Delta koronawirusa, który powoduje do 99 procent nowych infekcji.

RKI ocenia, że zagrożenie zdrowia osób, które jeszcze nie są zaszczepione na COVID-19 albo przyjęły tylko jedną dawkę szczepionki, nadal jest wysokie. Dla osób w pełni zaszczepionych ryzyko to jest umiarkowane – uważa Instytut.

Eksperci zauważają też, że już od początku lipca wzrastał wskaźnik zapadalności w Niemczech, obrazujący średnią liczbę nowych infekcji na 100 tysięcy mieszkańców w ciągu siedmiu dni. Dotyczyło to przede wszystkim osób z grup wiekowych od 10 do 49 lat. Podobny wzrost w tych grupach zaobserwowano także latem 2020 roku, ale miał miejsce pięć tygodni później niż w tym roku, czyli pod koniec września i na początku października. Wówczas nie było jeszcze szczepień na COVID-19.

źródło: rynek zdrowia.pl

WUM na liście szanghajskiej. To najwyżej oceniona polska uczelnia medyczna.

Warszawski Uniwersytet Medyczny poprawił swoją pozycję wśród najlepszych uczelni na świecie, czyli na „Liście szanghajskiej” i jest najwyżej ocenioną polską uczelnią medyczną w tym prestiżowym rankingu.
W gronie 1000 najlepszych szkół wyższych (Academic Ranking of World Universities) znalazło się 10 polskich uczelni
Podobnie jak w roku ubiegłym najwyżej wśród wszystkich polskich uczelni oceniono Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski (poz. 401-500)
Najlepszą na tegorocznej „Liście szanghajskiej” ocenę spośród polskich uczelni medycznych uzyskał Warszawski Uniwersytet Medyczny (miejsce od 701 do 800)

W tegorocznym zestawieniu Academic Ranking of World Universities (ARWU – tzw. Lista szanghajska) Warszawski Uniwersytet Medyczny zajął miejsce od 701 do 800. WUM awansował tym samym o dwie grupy w stosunku do ubiegłego roku i został najlepiej oceniony spośród polskich uczelni medycznych – podaje uczelnia.Uniwersytet Harvarda nadal światowym liderem

W gronie 1000 najlepszych szkół wyższych znalazło się 10 polskich uczelni. Podobnie jak w roku ubiegłym najwyżej oceniono Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski (poz. 401-500). W siódmej setce obok WUM znalazła się Akademia Górniczo-Hutnicza im. St. Staszica w Krakowie.

Kolejne miejsca zajęły Politechnika Gdańska (poz. 801-900), Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie (poz. 801-900), Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu (poz. 801-900), Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (poz. 901-1000), Politechnika Warszawska (poz. 901-1000) i Politechnika Wrocławska (poz. 901-1000).

W stosunku do lat ubiegłych nie zmieniła się czołówka najlepszych uczelni na świecie. W 2021 zestawienie otwiera Uniwersytet Harvarda. Na drugim miejscu znalazł się Uniwersytet Stanforda, a na trzecim brytyjski Uniwersytet Cambridge. W pierwszej dziesiątce jest 8 uczelni amerykańskich i dwie brytyjskie.LISTA szanghajska. Takie są kryteria rankingu

Metodologia rankingu wykorzystuje 6 obiektywnych wskaźników. Pod uwagę bierze się:

Liczbę absolwentów którzy otrzymali Nagrodę Nobla lub Medal Fieldsa
Listę pracowników, którzy otrzymali Nagrodę Nobla lub Medal Fieldsa
Liczbę publikacji w czasopismach „Nature” lub „Science”
Liczbę najlepiej cytowanych naukowców (Highly Cited Researchers)
Liczbę publikacji, które znalazły się w wybranych indeksach cytowań (Science Citation Index – Expanded oraz Social Sciences Citation Index)
Wielkość osiągnięć w stosunku do wielkości uczelni.

źródło: rynek zdrowia.pl

Lekarzom i pielęgniarkom podwyżki się nie należą. Rząd przekonał do tej narracji Polaków.

Czy lekarzom czy pielęgniarkom należą się podwyżki? – Może i ciężko pracują, ale na pewno nie obsługują mnie w takich sposób, jak bym sobie życzył – taką narrację, według eksperta ekonomicznego, wprowadził rząd i przekonał do niej Polaków.
Publicysta ekonomiczny zwrócił uwagę w TOK FM, w jakiej sytuacji rząd postawił pracowników budżetówki nie godząc się na podwyżki ich pensji
Według eksperta rządowi udało się przekonać społeczeństwo, że bardzo niski poziom usług publicznych jest związany z bardzo złą jakością pracowników, którzy są w tym sektorze zatrudnieni
Dotyczy to zarówno nauczycieli, jak i lekarzy oraz pielęgniarek
Lekarz czy pielęgniarka – może i ciężko pracują, ale na pewno nie obsługują mnie w takich sposób, jak bym sobie życzył – wskazuje dominującą narrację ekspert ekonomiczny

Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny w środę (11 sierpnia) w rozmowie w TOK FM komentował wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego na temat tego, że wynagrodzenia Polaków rosną szybciej niż inflacja.

W ocenie eksperta faktycznie wynagrodzenia rosną szybciej, ale inflacja zjada je nierównomiernie. U osób, które mają niskie pensje – zarobki są coraz niższe.
Rząd zwrócił społeczeństwo przeciwko pracownikom budżetówki?

Ekspert zwrócił też uwagę, że w najgorszej sytuacji są pracownicy budżetówki.

Jego zdaniem, rząd nie godząc się na podwyżki pensji pracowników budżetówki, uruchomił pewien mechanizm socjotechniczny.- Udało się obozowi PiS – wcześniejsze rządy nie miały takich sukcesów – przekonać społeczeństwo, że bardzo niski poziom usług publicznych jest związany z bardzo złą jakością pracowników, którzy są w tym sektorze zatrudnieni – powiedział w TOK FM Grzegorz Cydejko.Medycy może i ciężko pracują, ale co z tego?

Wyjaśnił, że zwolennik obecnej władzy jest przekonany, że nauczycielka czy dyrektorka szkoły jest złą pracowniczką i jej się nie należy. Podobnie lekarz czy pielęgniarka.

– Może i ciężko pracują, ale na pewno nie obsługują mnie w takich sposób, jak bym sobie życzył – tłumaczył publicysta.

Stwierdził, że tam, gdzie budzi się zawiść – ludziom łatwiej zrozumieć, dlaczego rząd nie chce zgodzić się na podwyżki.

1 lipca weszły w życie nowe współczynniki pracy określające minimalne wynagrodzenie zasadnicze pracowników ochrony zdrowia. Lekarka z ponad 20-letnim stażem na Twitterze pokazała pasek z wypłaty obrazujący kuriozalny „wzrost” wynagrodzenia.

źródło: rynek zdrowia.pl